Czyli to wszystko, co jest potrzebne do zaciągnięcia szybkiej pożyczki bez weryfikacji przez internet. A zanim poszkodowany się o tym dowie, może minąć nawet kilka miesięcy. Jak temu zapobiegać? Uaktywnić opcję alertów BIK – system automatycznie powiadamia, gdy zaciągane jest zobowiązanie na konkretne dane osobowe.
W przypadku popełnienia przestępstwa w zależności od jego rodzaju, a ściślej od zagrożenia sankcją karną wszczęte będzie z urzędu, bądź na wniosek pokrzywdzonego śledztwo (przez prokuratora) lub dochodzenie(przez Policję) Podstawowym zadaniem zarówno śledztwa jak i dochodzenia jestustalenie, czy rzeczywiście zostało popełnione przestępstwo,wyjaśnienie okoliczności sprawy,wykrycie i w razie potrzeby ujęcie sprawcy,zebranie danych osobo- poznawczych o podejrzanym,utrwalenie dowodów dla a dochodzeniePostępowanie przygotowawcze prowadzi się więc w formie dochodzenia lub śledztwa.. Śledztwo jest formą prowadzenia postępowania przygotowawczego w sprawach o najpoważniejsze przestępstwa. Zakres spraw zakwalifikowanych do prowadzenia postępowania w formie śledztwa określony jest w art. 309 §1 pkt. 1 do 5 kodeksu postępowania karnego, a są to:zbrodnie ( czyny zagrożone karą co najmniej 3 lat pozbawienia wolności albo kara surowszą)występki ( pozostałe czyny zabronione, które nie są zbrodniami i wykroczeniami) - gdy osobą podejrzaną jest sędzia, prokurator, funkcjonariusz Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, lub Centralnego Biura - gdy osobą podejrzaną jest funkcjonariusz Straży Granicznej, Żandarmerii Wojskowej, finansowych organów dochodzenia lub organów nadrzędnych nad finansowymi organami dochodzenia, w zakresie spraw należących do właściwości tych organów lub o występki popełnione przez tych funkcjonariuszy w związku z wykonywaniem czynności służbowych,występki, w których nie prowadzi się dochodzenia, występki, w których prowadzi się dochodzenie, jeżeli prokurator tak postanowi ze względu na wagę lub zawiłość sprawyZobacz: Przestępstwa narkotykoweŚledztwo prowadzi Policja, jeżeli nie prowadzi go prokurator. Prokurator prowadzi śledztwo w wypadkach określonych w art. 309 pkt 2 i 3 kodeksu postępowania karnego oraz w sprawach o przestępstwo określone w art. 148 Kodeksu karnego(zabójstwo).Kto oprócz Policji może prowadzić dochodzenieUprawnienia Policji przysługują także organom Straży Granicznej oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w zakresie ich właściwości oraz innym organom przewidzianym w przepisach prokurator wszczął śledztwo, może powierzyć Policji jego przeprowadzenie w całości lub w określonym zakresie albo dokonanie poszczególnych czynności wypadkach określonych w art. 309 pkt 2 i 3 kodeksu postępowania karnego nie można powierzyć Policji prowadzenia śledztwa w może zastrzec do osobistego wykonania jakąkolwiek czynność śledztwa, a w szczególności czynności wymagające postanowienia, związane z przedstawieniem zarzutów, zmianą postanowienia o przedstawieniu zarzutów lub zamknięciem śledztwa Umorzenie śledztwa Śledztwo powinno być ukończone w ciągu 3 miesięcy. W uzasadnionych wypadkach okres śledztwa może być przedłużony na dalszy czas oznaczony przez prokuratora nadzorującego śledztwo lub prokuratora nadrzędnego nad prokuratorem, który prowadzi śledztwo, nie dłuższy jednak niż rok. W szczególnie uzasadnionych wypadkach właściwy prokurator nadrzędny nad prokuratorem nadzorującym lub prowadzącym śledztwo może przedłużyć jego okres na dalszy czas trakcie śledztwa lub dochodzenia przedsięwzięte zostaną czynności w postaci przesłuchań, dowodów z opinii biegłych, zebrane zostaną dokumenty mogące przyczynić się do wyjaśnienia okoliczności spawy. Podsumowaniem tych działań jest decyzja merytoryczna, którą podejmuje prokurator kierując akta sprawy do Sądu wraz z aktem oskarżenia bądź też umarzając serwis: Śledztwo i dochodzenie Opisz nam swój problem i wyślij zapytanie.I to nawet 8-9 dni po zdarzeniu. Ich wydział wewnętrzny zrobił mi wtedy zdjęcia. Bo musicie wiedzieć, że już jest sprawa karna przeciwko policjantom, którzy mnie bili - mówił Pan Grzegorz dla "Sportowych Faktów". Dodał, że policjanci zeznali, iż duńska policja dostała rozkaz, aby nie wpuszczać Polaków na sektory duńskie.Dlaczego moją sprawą zajmuje się Policja, a nie Prokurator? Często zdarza mi się słyszeć pytanie zadane w tytule dzisiejszego wpisu. Bycie ofiarą przestępstwa nigdy nie jest przyjemne. Obecne są emocje, krzywda. Chcesz, żeby Twoja sprawa była potraktowana poważnie, profesjonalnie. Chcesz żeby sprawcy zostali ukarani. Składasz pisemne zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa kierowane wprost do prokuratury. Oczekujesz nawet kilka tygodni na decyzję o wszczęciu postępowania karnego. A kiedy już dostajesz decyzję… okazuje się, że prokurator przekazał sprawę Policji do prowadzenia postępowania we własnym zakresie. Dużo osób nie ufa Policji. Oczekują oni, iż przestępstwami popełnionymi na ich szkodę zajmie się Prokuratura. Często są to przestępstwa drobne lub nie mające ciężkiego charakteru. W dzisiejszym wpisie dowiesz się dlaczego Twoją sprawą zajmuje się Policja i czy to oznacza, że Twoja sytuacja jest gorsza. Krótko czym jest postępowanie przygotowawcze Postępowanie przygotowawcze to etap postępowania karnego, w którym organy ścigania sprawdzają, czy doszło do popełnienia przestępstwa, wyjaśniają jego okoliczności, zbierają dowody. Następnie w zależności od wyniku postępowania dowodowego, albo kierują akt oskarżenia do Sądu, albo wydają decyzję o umorzeniu postępowania. Postępowanie przygotowawcze może być prowadzone w formie: Śledztwa – w tym trybie prowadzone jest postępowanie dotyczące poważniejszych przestępstw. O tym kiedy dokładnie prowadzi się śledztwo opowiem Ci w tym wpisie: Kiedy prowadzone jest śledztwo. Dochodzenia – postępowanie przygotowawcze do przestępstw o mniejszym kalibrze prowadzone jest w formie dochodzenia. O tym kiedy dokładnie prowadzi się dochodzenie opowiem Ci w tym wpisie: Kiedy prowadzi się dochodzenie. Kto prowadzi postępowanie przygotowawcze Śledztwo prowadzi prokurator. Prokurator może jednak powierzyć Policji przeprowadzenie śledztwa w całości lub w określonym zakresie albo dokonanie poszczególnych czynności śledztwa. Powierzenie to nie może obejmować czynności związanych z przedstawieniem zarzutów, zmianą lub uzupełnieniem postanowienia o przedstawieniu zarzutów oraz zamknięciem śledztwa. W wypadkach niecierpiących zwłoki, w szczególności wtedy, gdy mogłoby to spowodować zatarcie śladów lub dowodów przestępstwa, Policja może przesłuchać osobę podejrzaną o popełnienie przestępstwa w charakterze podejrzanego przed wydaniem postanowienia o przedstawieniu zarzutów, jeżeli zachodzą warunki do sporządzenia takiego postanowienia. Przesłuchanie rozpoczyna się od informacji o treści zarzutu. Prokurator może zastrzec do osobistego wykonania jakąkolwiek czynność śledztwa, a w szczególności czynności wymagające postanowienia. Dochodzenie może prowadzić prokurator. Co do zasady jednak dochodzenie prowadzi Policja (lub organy Straży Granicznej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służby Celnej, Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz Żandarmerii Wojskowej – jeżeli należy to do ich zakresu obowiązków). Nie oznacza to jednak, że prokurator nie ma żadnego wpływu na postępowanie. Każde postępowanie przygotowawcze nadzorowane jest przez prokuratora. Prokurator sprawuje nadzór nad postępowaniem przygotowawczym w zakresie, w jakim go sam nie prowadzi. Prokurator jest obowiązany czuwać nad prawidłowym i sprawnym przebiegiem całego nadzorowanego przez siebie postępowania. Prokurator może w szczególności: 1) zaznajamiać się z zamierzeniami prowadzącego postępowanie, wskazywać kierunki postępowania oraz wydawać co do tego zarządzenia, 2) żądać przedstawienia sobie materiałów zbieranych w toku postępowania, 3) uczestniczyć w czynnościach dokonywanych przez prowadzących postępowanie, osobiście je przeprowadzać albo przejąć sprawę do swego prowadzenia, 4) wydawać postanowienia, zarządzenia lub polecenia oraz zmieniać i uchylać postanowienia i zarządzenia wydane przez * * * Teraz już wiesz dlaczego Twoją sprawą może zająć się Policja. Jak widzisz, nie oznacza to jednak, że prokurator nie ma żadnego wpływu i wglądu w Twoje postępowanie. Pamiętaj też, że wszelkie decyzje dotyczące umorzenia postępowania muszą zostać zatwierdzone przez prokuratora. Co więcej, masz prawo wnieść zażalenie od takich decyzji do Sądu. Takie zażalenia często są uwzględniane przez Sądy, co prowadzi do ich zmiany. O możliwości zaskarżania postanowień kończących postępowanie przygotowawcze pisałem tutaj. Zachęcam Cię do lektury bloga.Reguluje to Ustawa o Broni i Amunicji, która pozwala na posiadanie broni wyprodukowanej przed rokiem 1885 bądź (co bardzo ważne!) współcześnie produkowanych replik takich konstrukcji. Jednak należy pamiętać, że broń czarnoprochowa, choć nie wymaga zezwolenia, jest uznawana za broń palną. A z takiej należy strzelać wyłącznie Czyli sprawa trafia na policję Październik 19, 2015 PoznajMemy Mem jest wykorzystywany, jako prześmiewczy i lekceważący komentarz sytuacji, która zbulwersowała kogoś w Internecie. W opisywanej formie zaczął pojawiać się w sieci na przełomie 2013 i 2014 roku. Wcześniej różne warianty zdania „Czyli sprawa trafia na policję” były dodawane między innymi do zdjęcia roześmianego Waldka Kiepskiego z serialu „Świat według Kiepskich”. Dokładna geneza memu w […]Jeśli planujesz złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, to jestem w stanie Ci pomóc. Prowadzę także konsultację dla klientów z całej Polski, w tym także online i telefonicznie. Zapraszam do zapoznania się z ofertą Kancelarii ( Adwokat Prawo Karne Poznań) oraz do kontaktu. Imię i nazwisko. Numer telefonu.Zwykle kolizja drogowa to niewielka stłuczka, do której nie trzeba nawet wzywać policji. Niekiedy jednak sprawa jest bardzo poważna i może nawet trafić do sądu. Kiedy tak się dzieje? Kolizje, czyli drobne stłuczki, w których nikt nie ucierpiał nie wymagają nawet przyjazdu policji. Inaczej jest w przypadku wypadków. Są to poważniejsze zdarzenia, w wyniku których poszkodowani odnoszą poważne obrażenia. W takich sytuacjach konieczne jest wezwanie policji i pogotowia. Już na tym etapie dobrze jest także zadbać o dowody w miejscu zdarzenia (nagrania, czy zdjęcia), w taki sposób aby były one później bardzo ważnym materiałem dla policji lub sądu. Sprawa może trafić do sądu także w innych przypadkach, nawet gdy nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń. Najczęściej dzieje się tak, gdy trudno jest ustalić sprawcę, np.: w przypadku, gdy żaden z uczestników kolizji nie przyznaje się do winy. Gdy są poważnie poszkodowani lub zabici Niektórzy sprawcy muszą być sądzeni w ramach sprawy karnej. Dzieje się tak, gdy wypadek był bardzo poważny i: poszkodowany zginął na miejscu poszkodowany zmarł poszkodowany był hospitalizowany powyżej 7 dni Aby sprawa sądowa mogła się odbyć, sprawca musi naruszyć przepisy w ruchu drogowym, np.: nie dostosować się do znaków, wymusić pierwszeństwo lub przekroczyć prędkość. W takim przypadku policja kieruje do sądu wniosek. Sprawą zaczyna się zajmować prokuratura, która staje się oskarżycielem. Co ważne, sprawa może trafić do sądu niezależnie od tego, czy sprawca wypadku działał umyślnie, czy też nie. Jeżeli sprawca działał umyślnie, to znaczy, że świadomie złamał przepisy, np.: przejeżdżając na czerwonym świetle. O nieumyślnym działaniu można mówić wtedy, gdy sprawca nie zachował wymaganej ostrożności, np.: nie rozejrzał się wyjeżdżając z drogi podporządkowanej. W obu przypadkach sprawcy grozi ta sama kara więzienia - nawet 3 lata pozbawienia wolności oraz zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Warto jednak pamiętać, że nie każda tego typu sprawa automatycznie trafia do sądu. Jeżeli pokrzywdzonym jest bliska osoba sprawcy, to tylko ona może złożyć wniosek. Gdy sprawca uciekł z miejsca zdarzenia W przypadku, gdy sprawca uciekł z miejsca wypadku, policja rozpoczyna śledztwo - zwłaszcza, gdy są ranni lub zabici. Zbierane są dowody, które pomogą w ustaleniu numeru tablic rejestracyjnych sprawcy. To następnie pozwoli na ustalenie jego tożsamości. Dowodami mogą być zeznania świadków, zdjęcia, czy nagrania, np.: z monitoringu. Sprawca takiego wypadku otrzymuje surowszy wyrok, niż tylko w przypadku spowodowania wypadku. Dochodzą tu dodatkowe zarzuty - oddalenie się z miejsca wypadku oraz nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku. źródło: materiały własne redakcji Gdy winny… uważa, że jest niewinny W niektórych przypadkach okoliczności wypadku są bardzo niejasne i nawet policjanci mogą mieć początkowo trudności z ustaleniem sprawcy. Szczególnie dzieje się tak, gdy kierowcy nie potrafią ustalić winy. W takiej sytuacji konieczne jest postępowanie i zebranie dowodów. Policjanci zabezpieczają cały dostępny materiał, a także rozmawiają ze świadkami. Na miejscu może pojawić się także biegły sądowy, który może ustalić np.: drogę hamowania pojazdów. Oceniane są także szkody w obu pojazdach, co może wskazać, który kierowca nie dostosował się do przepisów. Policja może skierować sprawę do sądu, także w przypadku, gdy funkcjonariusze nie mają wątpliwości, kto spowodował wypadek. Sprawca może jednak nie przyznać się do winy i odmówić przyjęcia mandatu. W takim przypadku odbywa się rozprawa sądowa. Głównym dowodem jest wtedy notatka policyjna. Są w niej zawarte wszystkie okoliczności wypadku. Do materiału dowodowego można dołączyć także zdjęcia, zeznania świadków, czy nagranie z monitoringu lub wideorejestratora. Gdy sprawca był pod wpływem alkoholu lub narkotyków Jeżeli policjanci wezwani na miejsce ujawnią, iż sprawca był pod wpływem alkoholu lub środków odurzających, sprawa natychmiast skierowana jest do prokuratury. W sądzie sprawcę również czeka sprawa karna, jednakże inny jest wymiar kary. Tutaj może to być nawet 12 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Jak sprawa sądowa wpływa na odszkodowanie? Wielu poszkodowanych obawia się, że otrzymają odszkodowanie znacznie później. Wszystko przez przedłużającą się sprawę sądową. Jest to możliwe tylko w jednym przypadku - gdy to wyroku sądowego zależy ustalenie sprawcy. Jeżeli więc: Nie jest jasne, kto spowodował wypadek Sprawca nie przyznaje się do winy To otrzymasz odszkodowanie dopiero po wydaniu wyroku przez sąd. Jeżeli jednak toczy się sprawa karna przeciwko sprawcy, a on sam przyznaje się do winy, ubezpieczyciel nie powinien czekać z likwidacją szkody aż do zakończenia sprawy sądowej. Zakład ubezpieczeniowy może czekać z wydaniem decyzji powyżej 90 dni, jeżeli ustalenie jego odpowiedzialności lub wysokości odszkodowania zależy od finału postępowania sądowego - zarówno karnego, lub cywilnego. W takiej sytuacji bowiem wszelkie przesłanki potrzebne do wypłaty odszkodowania są jasne. Ubezpieczyciel może sam ustalić, np.: na podstawie dokumentacji dostarczonej przez poszkodowanego okoliczności wypadku i sprawcę. Zakład ubezpieczeń może także ustalić kwotę odszkodowania na podstawie dokumentacji medycznej poszkodowanego. Niestety, ubezpieczyciele często czekają na wyrok, niezależnie od tego, czy faktycznie jest konieczny do ustalenia wysokości odszkodowania. Wiąże się to też z przekroczeniem terminu wypłaty odszkodowania. Po 30 dniach potrzebnych na wypłatę odszkodowania, ubezpieczyciel powinien wskazać, dlaczego nie wypłacił jeszcze odszkodowania. Powinien także wskazać przewidywany termin wypłaty. Jeżeli nie jest to możliwe - powinien wyraźnie wskazać, iż termin wypłaty odszkodowania jest zależny od wyroku sądowego, oraz jakie okoliczności sąd musi wyjaśnić. Jeżeli zakład ubezpieczeń nie skazał na piśmie, dlaczego nie może wypłacić odszkodowania, możesz wezwać go do zapłaty wraz z odsetkami. Jeżeli ubezpieczyciel wiąż bezzasadnie odmawia wypłaty odszkodowania, możesz liczyć na pomoc instytucji. Możesz zgłosić się do Rzecznika Finansowego. Powinieneś dostarczyć dokumenty, w tym także decyzję ubezpieczyciela. Rzecznik pochyli się nad Twoją sprawą oraz przygotuje odpowiednią argumentację. Następnie przeprowadza interwencję. Niestety, nie zawsze musi ona odnieść pozytywne skutki. Ubezpieczyciel nie ma prawnego obowiązku stosowania się do argumentów RF. Możesz też całą sprawę pozostawić kancelarii odszkodowawczej. Pracują tam specjaliści, którzy zajmują się tylko sprawami związanymi z odszkodowaniami - także tymi najtrudniejszymi. Wystarczy, że przekażesz firmie wszystkie dokumenty związane z wypadkiem i uzyskaniem odszkodowania. Dzięki działaniom kancelarii możesz uzyskać także dodatkowe świadczenia, o których wcześniej mogłeś nie wiedzieć - zadośćuczynienie, zwrot kosztów leczenia, a w niektórych przypadkach nawet rentę. Podobnie jest w przypadku szkód rzeczowych (straty materialne) - zwrotu kosztów samochodu zastępczego, czy holowania oraz odszkodowanie za utratę wartości handlowej pojazdu. Nie musisz zatem sam zajmować się swoją skomplikowaną sprawą, w tym także sądową.Trwa kampania wyborcza. Niestety dochodzi do niedopuszczalnych aktów agresji. Dziś na targu w Opolu Lubelskim została zaatakowana posłanka, a także kandydatka Koalicji Obywatelskiej do Sejmu Marta Wcisło. Sprawa trafiła na policję. Posłanka o zajściu poinformowała w swoich mediach społecznościowych.To historia kilku kobiet, które od pięciu lat protestują w Przemyślu. Są ofiarami SLAPP po polsku, czyli nękania przez władzę przy użyciu różnych środków prawnych. Mają postępowania na policji, sprawy w sądzie, czują się coraz mniej bezpiecznie. Ale przestać nie zamierzają “Drukowałyśmy Konstytucję i rozdawałyśmy ją ludziom. Co roku na 11 listopada i na 3 maja – regularnie. To było prawie tak, jakby bibułę drukować. Nie każdy chciał brać. Ale dzieciom rozdawałyśmy baloniki i chorągiewki, to przełamywało lody”. “Myśmy się odłączyły od KOD-u i Podkarpackich Rebeliantów. Bo oni byli za dużymi akcjami. A łatwo pojechać na demonstracje do wielkiego miasta, gdzie człowiek jest anonimowy. Co innego stanąć u siebie, gdzie kłania ci się policjant”. Opisujemy historię kilku kobiet, które od pięciu lat protestują w Przemyślu. I są ofiarami SLAPP po polsku, czyli nękania przy użyciu różnych środków prawnych. Mają postępowania na policji, sprawy w sądzie, czują się coraz mniej bezpiecznie. Ale przestać nie zamierzają. Anna: „Takie lokalne działanie musi być regularne. Czasem jest naprawdę ciężko, przecież mamy swoje normalne życie. Ale trzeba przychodzić, stać i pokazywać, że się sprzeciwiamy. Dzięki temu ludzie w Przemyślu wiedzą, że jeśli zechcą zaprotestować, to mają gdzie przyjść. Jeśli zechcą, mogą stanąć z nami”. A na demonstrację w obronie Polski w Europie przyjdą? – pytam „Tak. Trochę osób przyjdzie, zobaczysz. Ale na demonstracjach zawsze liczymy tylko na siebie. A jeśli ktoś przyjdzie, a nawet zatrąbi, przejeżdżając – to jest zysk”. „Że nasze protesty nic nie dają? Sprzątanie też nic nie daje, bo zaraz znowu jest bałagan. To jest taki kobiecy trening. Musisz to robić, choć nie chcesz, choć nie lubisz”. „Na celowniku” to pilotażowy projekt Archiwum Osiatyńskiego oraz norweskiej Fundacji RAFTO, prowadzony razem z prof. Adamem Bodnarem, rzecznikiem praw obywatelskich w latach 2015-2021. Ma naświetlić i zdiagnozować zjawisko nękania osób zabierających głos w interesie publicznym w Polsce. Publikujemy rozmowy z osobami, które znalazły się „na celowniku”, a także z prawniczkami, badaczami, specjalistkami do spraw komunikacji. W serii „Na celowniku” o „SLAPPach po polsku” publikowaliśmy już rozmowy z Elżbietą Podleśną, Bartem Staszewskim, Laurą Kwoczałą, Katarzyną Kwiatkowską, Pawłem Grzesiowskim, Wojciechem Sadurskim, Ewą Siedlecką, Piotrem Starzewskim, Julią Landowską, i Anną Domańską, a także adwokat Sylwią Gregorczyk-Abram,adwokatem Radosławem Baszukiem i ekspertką od komunikacji Hanną Waśko. Relacjonowaliśmy też trzy procesy aktywistów: w Sierpcu, Nowym Sączu i Warszawie. O Szwejku i dwóch wieżach Lila: “My tu nie jesteśmy anonimowe i nigdy nie będziemy. To jest Przemyśl”. Osiem kobiet: Ewa Nowotyńska, Anna Kwasiżur, Anka Grad-Mizgała, Lila Kalinowska, Teresa Węgrzyn, Grażyna Maślach. I jeszcze dwie, które nie dają zgody na publikację nazwisk. Spotykamy się w domach, przy stole, w kuchni albo na werandzie z widokiem na dolinę Sanu. Obok kubka z kawą/herbatą ląduje teczka ze sprawami sądowymi, jakie rozmówczyni ma w związku z protestami obywatelskimi. Dziećmi, jeśli są w domu, zajmują się w tym czasie mężczyźni. Niektóre są już babciami i na dzień dobry pokazują w komórkach zdjęcia wnuków. Inne znają się od lat, bo ich dorosłe/dorastające dzieci chodziły razem do szkoły. Ale jest też mama małych dzieci, która dołączyła w czasie Strajku Kobiet. Mają różne doświadczenie. Jedne od lat działały w organizacjach pozarządowych i na rzecz Przemyśla albo w samorządzie mieszkańców, inne nie były aktywne publicznie. Mówią, że bardzo wiele je różni, nawet poglądy na szczepionki. „Ale wiemy, że każda z nas coś wyjątkowego potrafi, więc każda jest ważna”. Zapewne dlatego protesty w Przemyślu są twórcze i dowcipne, z ducha dawnej Pomarańczowej Alternatywy. Jest koszulka “KonsTYtucJA” na pomniku Szwejka, albo impreza „Kuchciński Travel” po wybuchu afery z lotami marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego do domu (to tutejszy poseł – można sobie zrobić zdjęcie przy tekturowym samolocie i ludzie pękają ze śmiechu). Afera dwóch warszawskich wież Jarosława Kaczyńskiego upamiętniana jest budową dwóch wież z pudeł – a budowniczowie i budowniczki mają obowiązkowe kaski ochronne na głowie. I wszystko jest zgłoszone, legalne. Ponieważ publiczność przemyska jest raczej obojętna i nie chce być kojarzona z opozycją, Rebeliantki organizują publiczne spotkania na otwartych przestrzeniach, np. w otwartych namiotach na rynku, by każdy mógł się zatrzymać, posłuchać sędziego Tulei, ale bez konieczności tłumaczenia się, że był na „takim” spotkaniu. Nie ma w tym działaniu nic na siłę. Widać też dbałość o to, by nie przekroczyć granicy, nie naruszyć prawa. Podobnie jest z działaniami, które policja z Przemyśla próbuje przypisać Rebeliantkom, ale nie znajduje na to dowodów (więc tym bardziej OKO nie może ich Rebeliantkom przypisać): w 2016 roku w kilku miejscach miasta pojawiają się transparenty w obronie Konstytucji i listopada 2017 roku, po samobójczej śmierci Piotra Szczęsnego, obok najważniejszych przemyskich pomników powstają na chodnikach napisy „Szary Człowiek” i „Wolność kocham i rozumiem„. Ale tak, żeby niczego nie zarośniętym obmurowaniu brzegu Sanu (akurat naprzeciwko siedziby przemyskiego PiS) powstaje w 2016 roku wielki napis “PIS. ROZLICZYMY WAS”.A w 2017 zimą wydeptany w śniegu wielki napis “Konstytucja. Dzbany” (te dwa słowa zostały wtedy właśnie słowami roku w ogólnopolskim plebiscycie).Kiedy szefem NIK zostaje Marian Banaś, mimo niejasności w oświadczeniu majątkowym nazywany przez PiS „człowiekiem kryształowym”, w Medyce koło Przemyśla, przy wjeździe do Polski i Unii Europejskiej pojawia się tablica “Republika Banasiowa wita”. Wygląda tak profesjonalnie, że minie dobrych kilkanaście godzin, aż ktoś się „konstytucyjny napis” pojawia się nad Sanem: trawa w tajemniczy sposób żółknie w kilku miejscach tak, że pokazuje się napis „Pycha i Szmal„… W 2017 roku w Przemyślu pojawią się też na chodnikach w dużych ilościach napisy wielkości kostki chodnikowej: “PiS OFF”, “PiS kłamie”, “Polsko! Obudź się”. Namalowane białą ścieralną farbą – więc zarządca przestrzeni miejskiej nie uważa tego za problem. Także szefowa biura PiS sprawy napisu “PIS. ROZLICZYMY WAS” nie zgłasza. „Gazecie Wyborczej mówi: “Myślę, że najlepszą reakcją na takie zjawiska jest dobry humor i próby poszukiwania porozumienia”. Okazuje się jednak, że nie ma racji. Pod koniec 2017 r. policja rozpoczyna gigantyczne śledztwo w sprawie napisów i transparentów. I wzywa na przesłuchania i rozpytania właśnie Rebeliantki. Policjanci wyjaśniają, że to dlatego, że „panie znane są z tego, że protestują”. Rebeliantki zauważają zaś, że niektórzy przesłuchujący/ce nagle bardzo chcą się wykazać przed przełożonymi. A one same są zdenerwowane i lekko przestraszone – bo nigdy wcześniej nie były przesłuchiwane przez policję. Dopytuję, kiedy zaczęły się te przesłuchania. Z doświadczenia rozmów z tymi, którzy stali się celem SLAPP, wiem, że dzieje się to nagle: człowiek protestuje, korzysta z praw obywatelskich i nic się nie dzieje. I nagle, jak po naciśnięciu guzika, państwo atakuje. Kiedy to się stało w Przemyślu? I dlaczego? Poseł pisze, komendant wykonuje Rebeliantki pokazują mi pismo, które było w aktach ich spraw. “Przemyśl, dnia 8 października 2017 r. Szanowny Panie Komendancie, zwracam się z uprzejmą prośbą o podjęcie stosownych działań w związku z aktami wandalizmu, które miały miejsce w mieście Przemyśl. Nieznani sprawcy na brukowanych chodnikach na terytorium rynku miejskiego i okolic wykonali białą farbą napisy o treści «Dość PiS», «PiS OFF», «TVPiS Kłamie» czy też PiS-PZPR». Przedmiotowe działania należy uznać za umyślne niszczenie mienia, dlatego konieczne jest podjęcie niezbędnych działań mających na celu wykrycie sprawców czynów oraz pociągnięcie ich do odpowiedzialności karnej w przypadku ustalenia, że doszło do popełnienia przez ich czynów zabronionych. W załączeniu przesyłam stosowną dokumentację fotograficzną, obrazującą zakres poczynionych przez sprawców szkód. Uprzejmie proszę o poinformowanie mnie o podjętych działaniach w niniejszej sprawie” Podpisane: poseł na Sejm Andrzej Matusiewicz, PiS. Na piśmie odręczna adnotacja zastępcy komendanta policji z „Do realizacji. Proszę ustalić wartość oszacowanej przez właściciela szkody, ew. przyjąć wniosek o ściganie karne sprawcy. Niezależnie od przyjęcia wniosku o ściganie karne, proszę o udzielenie odpowiedzi Panu Posłowi”. Rebeliantki zaglądają do akt spraw, w których są przesłuchiwane, bo już wiedzą, że trzeba. Jeszcze w 2017 r. uczą się swoich praw – jedna z nich jest spisana po kontrmiesięcznicy smoleńskiej w Warszawie i na tę okoliczność przesłuchiwana w Przemyślu. Kontaktuje się z ObyPomocą, ekipą prawniczą działającą w ramach Fundacji Obywatele RP i dowiaduje się, jak się zachować. Przesłuchania są bardzo męczące, bo choć Rebeliantki wzywane są do jednej sprawy, na miejscu okazuje się, że policjant/ka ma całe biurko zasłane teczkami z innych spraw i dopytuje także o nie, „skoro pani już jest”. W sprawie napisów “PiS Off” w Przemyślu policja zabezpiecza nagranie z monitoringu sprzed sklepu. Dysk jest jednak uszkodzony, trafia więc do ekspertów od kryminalistyki. Na cito (bo normalnie czekałoby się półtora roku – wszystkie pisma w tej sprawie są w teczkach). 160 godzin pracy informatyka kosztuje prawie 10 tys. zł. Udaje mu się odtworzyć zamazany obraz dwóch ludzkich postaci. W poszukiwaniu białej farby policja wnioskuje dwukrotnie do prokuratury o przeszukanie mieszkań Rebeliantek. Prokuratura odmawia, bo nie ma pewności, kto jest na zdjęciach. Sprawa jednak trafia do sądu. Sąd: Niewyraźne zdjęcie odzyskane za 10 tysięcy to nie jest wystarczający dowód. Zapada wyrok uniewinniający. Kolejna sprawa, w której Rebeliantki są przesłuchiwane, dotyczy tekturek z wezwaniami do obrony praworządności, które zostały wetknięte w bramę senatorskiego biura PiS. Przy okazji policja dopytuje o napis “PiS ROZLICZYMY WAS” – ten, którego potrzeby ścigania nie widziała dyrektorka biura PiS. Na tekturkach jest ślad białej farby – więc i to i próbki farby znad Sanu trafiają do analizy. Rzeczoznawcy ustalają, że “substancja koloru białego” jest w obu przypadkach podobna, ale nie sposób ustalić, czy taka sama. Koszt – 1000 zł (pismo w aktach sprawy). Za tekturki wyrok nakazowy (czyli bez rozprawy) dostaje Teresa (za umieszczanie ogłoszeń w miejscu do tego nieprzeznaczonym). Dowodem przedstawionym przez policję jest… zdjęcie z Facebooka, na którym Teresa stoi koło bramy, w którą wetknięto tekturkę. Teresa składa zażalenie i po rozprawie zostaje uniewinniona. Rusza też śledztwo w sprawie napisów z listopada 2017, upamiętniających Piotra Szczęsnego (napisy powstały miesiąc po tym, jak poseł Matusiewicz wezwał policję do działania). Anna i Anka: Przechodzimy rano koło jednego z pomników. Jest tam pełno policji, a samo miejsce jest odgrodzone taśmami. “Życie Podkarpackie” podaje, że doszło do zbezczeszczenia pomnika i będzie to ścigane z kodeksu karnego. Art. 261. Znieważenie pomnika Kto znieważa pomnik lub inne miejsce publiczne urządzone w celu upamiętnienia zdarzenia historycznego lub uczczenia osoby, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności. Przesłuchania o napisy w Przemyślu zahaczają też o napis “Konstytucja. Nie deptać” na chodniku w Sanoku z 2017 roku (60 km od Przemyśla). Policja zaczyna analizować monitoring przejazdów z Przemyśla do Sanoka. „Policjant mówi na przesłuchaniu, że wie, że to ja, ale jeśli wskażę współsprawców, to on się postara, żeby wymiar kary był najniższy. A może on wynieść od 50 zł do 5 tys. zł. Anna: Mam zostać świadkiem koronnym w sprawie o kostkę?”. Policjantka mówi innej Rebeliantce, że wie, iż jest ona członkinią grupy opozycyjnej. „Ciężko się do Was dostać. Jak liczna to grupa?” – dopytuje. Po pierwszym przesłuchaniu przychodzi też wezwanie dla osoby podejrzanej o „wykroczenie niepodania miejsca zatrudnienia na przesłuchanie w charakterze świadka”. To jest absurdalne: „Nie ma takiego obowiązku, skoro świadek poda adres zamieszkania”. Ale zapada wyrok nakazowy – 200 zł grzywny. Po zażaleniu sprawa trafia do sądu. Wyrok jest uniewinniający, a sąd stwierdza: „Ta sprawa nigdy nie powinna była tu trafić”. Akt oskarżenia w sprawie “Konstytucja. Nie deptać” trafia przeciwko Annie do sądu w Sanoku („Dla adwokata to prosta i łatwa do wygrania sprawa, w najgorszym razie grozi mi grzywna – ale ja nigdy nie miałam sprawy w sądzie, to nie jest miłe”). Zarzut początkowo jest karny, bo Sanok sobie wymienił kostkę z Konstytucją na nową, dzięki temu „szkoda” przekracza granicę, do której odpowiada się z Kodeksu wykroczeń (500 zł). Prokurator – o dziwo – uznaje jednak, że doszło tylko do wykroczenia, bo chodnik nie został trwale zniszczony, miasto nie musiało go wymieniać (o dziwo, bo w analogicznej sprawie Elżbiety Podleśnej – tyle że z następnego roku – prokuratura będzie obstawała za zarzutami karnymi). Sprawa z Sanoka kończy się uniewinnieniem. Sąd zwraca też koszty postępowania, więc uniewinniona z radością oddaje pieniądze adwokatowi, który wspierał ją pro bono. “Ale nie mogą mi oddać 14 dni urlopu, które na te na sprawy sądowe w Przemyślu i w Sanoku straciłam. To naprawdę dotkliwe”. Nagle w Przemyślu wychodzi tłum ludzi W sprawach o napisy i transparenty dotyczące praworządności Rebeliantki (i wspierający je Rebelianci) są praktycznie sami. Czasem tylko starsze osoby przystaną i wygarną im za krytykę władzy, która „tyle dobrego robi dla ludzi” i wzięła się za „sędziów-złodziei”. Rebeliantki mówią jednak, że to jest Podkarpacie i jak na tutejsze warunki nie jest tak źle. Bardzo wielu ludzi widząc akcje na mieście, reaguje przyjaźnie, choć się nie przyłącza. Jesienią 2019 r., po zawieszeniu olsztyńskiego sędziego Pawła Juszczyszyna, do regularnie protestujących pod sądami obywatelek i obywateli zaczynają wychodzić sędziowie. Lila (najmłodsza ze wszystkich, zaznacza, że nie czuje się Rebeliantką): „Ale do protestów antypisowskich ludzie się przyzwyczaili. To, co było wybuchowe, to protesty kobiece. One mają ogromną siłę sieciowania”. Opowieść o strajkach kobiet ma inną dynamikę – jest tam więcej ludzi i jest groźniej. Zaczyna się od czarnego protestu w październiku 2016 r., kiedy pojawiły się pierwsze pomysły zaostrzania prawa aborcyjnego. Anka: „Przyszłyśmy, a rynek był pusty. Tak jak zwykle. I nagle jak z podziemia, pojawili się ludzie. Kilkaset osób w czerni. Myślałyśmy, że to niemożliwe, żeby wszyscy szli na protest. Ale tak było”. Lila: „Byli tacy dumni: widziałam, jak zamykali sklepy z powodu Strajku Kobiet. Pierwszy raz w życiu”. W marcu 2017 r. na przemyskim rynku staje wielki drastyczny stand ze zdjęciami abortowanych płodów. To kampania organizacji prawicowych opowiadających się za odebraniem kobietom prawa wyboru także w sytuacjach skrajnych. Rzucony na Facebooku pomysł, by zdjęcia zakleić, schować przed dziećmi, wypala. Kobiety, a także mężczyźni podchodzą do standu z żółtymi karteczkami i pracowicie go zaklejają. “Ludzie byli tak wdzięczni, że mogli to zrobić, bo to było po prostu obrzydliwe”. Prawicowa męska siła zdesperowanych mężczyzn Doświadczenie Strajku Kobiet, które było w Przemyślu doświadczeniem przemocy, Rebeliantki opowiadają już spokojnie, bo jak mówią, do wielu rzeczy zdołały się już przyzwyczaić. Starają się też zrozumieć: „Spór o prawa kobiet pokazuje dwie przemyskie wrażliwości” – mówią. Jedna, publiczna, budowana wokół prostej, heroicznej opowieści o polskości, walce i stawianiu oporu (oporu wobec Ukraińców, a stopniowo też – osób LGBT). Role społeczne są tu proste, prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym, że radzą sobie lepiej od innych. Radzą sobie na granicy, bo to granica państwa tworzy w tej narracji tożsamość. A druga, domowa, bardziej skomplikowana – o tym, że choć jesteśmy Polakami, to do babci chadzaliśmy specjalnie na Trzech Króli, na takie jakby drugie święta (Prawosławne Boże Narodzenie). A jeden z pradziadków brał z sąsiadami udział w napadach na innych sąsiadów (którzy – w zależności od okoliczności i rodziny – chodzili do cerkwi albo do kościoła). Kręte ścieżki wokół zabudowanych teraz pięknymi murowanymi domami wiosek pełne są śladów mordu i przemocy. Prawosławny cmentarz koło opuszczonej, ale ostatnio odrestaurowanej cerkwi koło Przemyśla, w Piątkowej, 10 października 2021 Kiedy uczestnicy Strajku Kobiet wychodzą na ulice Przemyśla w 2020 r., to, co publiczne, miesza się z tym, co domowe. Moje rozmówczynie mówią, jak ważne było dla kobiet wykrzyczenie sprzeciwu wobec tego, co je spotyka w życiu „prywatnie”. Za to hasło „obrony kościołów” (rzekomo przed kobietami) dawało konserwatywnym mężczyznom nowy bohaterski sens działania. Po jednej stronie stanęły kobiety (i wspierający je mężczyźni), po drugiej – sami mężczyźni (starzy i młodzi). Przy czym – zauważa Lila – bunt kobiet nie wpisuje się w polityczną polską układankę. „Kobiety, które mają 16-17 lat, nie pamiętają innych rządów niż PiS, nie pamiętają rządzącej PO. Ale one widzą, jak ich matki opiekują się starymi rodzicami, harują w pracy i w domu, i co rano zwlekają swoich mężów do roboty. One tego dla siebie nie chcą i to właśnie znaczy **** ***. Ale to nie jest protest przeciw PiS, ale przeciw wszechobecnemu patriarchatowi, tym dowcipom wujka Wieśka o cipce, które z rechotem opowiada przy obiedzie rodzinnym”. Od czasu Strajku Kobiet w 2016 r. rośnie w Przemyślu w siłę ruch młodych mężczyzn, głównie kibiców i starszych, skupionych wokół „Męskiego Różańca” i rekonstrukcji historycznych. Do tego stopnia, że – jak opowiadają Rebeliantki – powroty z demonstracji kobiet w 2020 r. przestaną być bezpieczne. Mężczyźni ruszają bowiem na miasto w obronie kościołów. Trzy kobiety Tuż przed Strajkiem Kobiet w 2020 r. rozgrywa się w Przemyślu sprawa „Tablicy trzech kobiet”. Po festiwalu „Centrum światów jest tutaj” jego kuratorki, artystki Lila Kalinowska i Jadwiga Sawicka, przygotowują tablicę upamiętniającą trzy przemyślanki, które sto lat temu mieszkały w jednym domu, przy Rynku nr 26: Wincentę Tarnawską, Ołenę Kulczycką i Helenę Deutsch. Projekt ma patronat prezydenta miasta. Tablica jest skromna – tylko napisy po polsku, ukraińsku i hebrajsku: „W tej kamienicy – mikrokosmosie wielokulturowej Galicji – na przełomie XIX i XX wieku mieszkały wybitne przemyślanki: Wincenta Tarnawska (1854-1943) polska działaczka niepodległościowa, Ołena Kulczycka (1877-1967) ukraińska malarka i graficzka, Helene Deutsch (1884-1982) amerykańska psychoanalityczka, Polka żydowskiego pochodzenia”. Lila: W Przemyślu nie ma kobiecych upamiętnień. Nie ma śladu po kimś tak ważnym, jak Helene Deutsch. „Podobnie jak dla wielu mieszkańców Przemyśla, historia jest dla nas ważna. Nie interesuje nas jednak galicyjska nostalgia i mitologizowanie czasów świetności, które przypadły na przełom XIX/XX wieku. Nie interesuje nas także historia militarna, opowiadana z perspektywy mężczyzn, w której dominuje twierdza Przemyśl czy Orlęta Przemyskie. Znalazłyśmy inne wątki, dla nas ciekawsze, bo pozwalające dostrzec związek pomiędzy wczoraj a dziś (…). Chcemy upomnieć się o uznanie kulturotwórczej roli w historii kobiet pochodzących z Przemyśla lub związanych z miastem” – piszą Jadwiga Sawicka i Lila Kalinowska (ich esej ukazał się w raporcie „Centrum Światów jest tutaj – Galicja jako punkt odniesień. Interdyscyplinarny projekt artystyczno-naukowy„). Tablica ma jesienią 2020 r. wszystkie potrzebne zgody. I tuż przed jej odsłonięciem dzieje się coś złego. Urzędnik miejski (który sam jedną ze zgód wydał), domaga się zatrzymania działań. A miasto, które tablicy patronuje, składa do IPN wniosek o opinię, czy takie trzy kobiety zasługują na upamiętnienie. IPN zaś stwierdza, że Kulczycka nie ma prawa być na tablicy, bo u schyłku życia była członkinią Rady Najwyższej Ukraińskiej SRS, a zatem odpowiadała “za ludobójstwo Stalina”. Z telefonicznych wyjaśnień IPN wynika, że opinię wydano na wyrost: z powodu pandemii pracownicy IPN nie byli w stanie zrobić kwerendy we Lwowie, gdzie jest archiwum Kulczyckiej. Argument, że przemyskie twórczynie tablicy tę lekcję odrobiły, że nikt nie jest w życiu „idealny i płaski”, że w taki sposób to można się pozbyć większości artystów żyjących na ziemiach polskich w XX wieku, do IPN nie trafia. Tablicę (zamontowaną, ale nieodsłoniętą) rozbija w lutym 2021 r. mężczyzna o prawicowych poglądach (odpowie za to przed sądem). Tablica jest dziś – sklejona z rozbitych szczątków i sztukowana syntetyczną żywicą – w garażu Lilii. Kobieca inicjatywa upada. Choć była pokazana na festiwalu Centrum Światów już jako dzieło sztuki. Tablica trzech kobiet – tyle z niej zostało “Po raz pierwszy poczułam się strasznie. To było działanie na rzecz kobiet i relacji polsko-ukraińskich. I nagle został przeciw mnie użyty aparat represji. Stałam się dla policji osobą podejrzaną i jako taka byłam przesłuchiwana w sprawie tablicy i tego, dlaczego powstała. A przecież działam w Przemyślu w sprawach publicznych od lat, wiele razy zalazłam władzom miejskim za skórę. Nigdy mnie nikt tak nie potraktował – pierwszy raz przy tablicy, a potem przy Strajku Kobiet” – mówi Lila. Wybuch **** *** Przychodzi 22 października 2020 r. i wyrok Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej. Na ulice w Przemyślu wychodzą tłumy. Tak jak w 2016 r. skrzykują się przez Facebooka. Jeden dzień, drugi, trzeci. Mają transparenty Strajku Kobiet, tęczowe akcesoria i transparenty z napisem “J…ć PiS”. W trzecim czy czwartym dniu parę ludzi wracających z jednego protestu otacza grupa kilkunastu młodych mężczyzn w kapturach. Szarpią, uderzają towarzyszącego kobiecie mężczyznę, wyrywają transparenty. (Wszystko to oglądam na nagraniu z monitoringu, które zostało zabezpieczone w czasie policyjnego śledztwa). Prokuratura umarza jednak sprawę, gdyż uznaje, że celem ataku było jedynie wyrażenie poglądów. Anka, która mieszka naprzeciwko kościoła z wielkim transparentem „Męski Różaniec”, wywiesza w oknie flagę strajku kobiet i flagę tęczową. To jest wysokie drugie piętro, ale młodzi mężczyźni na różne sposoby próbują te flagi zrywać. Przez wiele dni. „Jakby zdobywali skautowskie sprawności”. Policja nie uznaje tego za atak na dom. Flagi w oknie Anny Uczestniczki protestów słyszą seksualne groźby („ja cię wyjebię” lub w wersji pełnej – „ty esbecka kurwo, ja cię wyjebię”). Przez parę dni zasadzają się na wracających z demonstracji kibole. Chłopaki atakują dziewczyny – za tęczowe maski, za niesione hasła. Rycerze Maryi grożą bezbożnicom. Przestaje być miło, protesty słabną i po półtora tygodnia kończą się. Słyszę: „Minęło pięć lat od pierwszego protestu kobiet i jest gorzej niż było. Ale się znamy”. Gorzej jest także w tym sensie, że dziewczyny – spisane w czasie demonstracji sprzed roku – dostają właśnie teraz wyroki nakazowe za używanie wyrazów wulgarnych na zgromadzeniach. Czyli za okrzyki “Jebać PiS”. Po wyroku za każdy dzień demonstracji (wszystkie podejrzane o „Jebać PiS” przesłuchiwał w sierpniu policjant „w zastępstwie za koleżankę”. Przemiły i sympatyczny. To chyba policyjny sposób na radzenie sobie z tym absurdem). Kodeksu wykroczeń - nieobyczajne słowa Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany. Tak, kobiety z Przemyśla znają ekspertyzę prof. Romanowskiego o tym, że słowa “Jebać PiS” nie są wulgaryzmem (profesor stworzył tę ekspertyzę, bo ściganie kobiet za „brzydkie wyrazy” stało się powszechne latem tego roku w całej Polsce). Czy złożą zażalenie? Jeśli wyrok skończy się naganą, to nie. Bo choć to niesprawiedliwe, to nie ma już siły – a raczej, trzeba robić inne rzeczy (Lila: „Wolę wspólnie sadzić kwiaty, działać jako artystka, kuratorka, łączyć ludzi wokół akcji afirmatywnych, niż tracić energię i emocje na rozprawę sądową. Ale jak będzie protest kobiet, pójdę znowu, to oczywiste.”). Ale jeśli są grzywny, to tak (“Właśnie odebrałam dwa wyroki nakazowe po 200 zł i do tego koszty. Oczywiście złożę zażalenie” – pisze do mnie Anka). I tak w wyrokach praworządność wygrywa z przemocą – mówią Rebeliantki i pokazują całe pliki sądowych decyzji o umorzeniu postępowania. Dotyczą głównie udziału w nielegalnych zdaniem policji zgromadzeniach Strajku Kobiet: sąd dowodzi w tych postanowieniach, że zgromadzenia były legalne, i że konstytucyjnego prawa obywateli do udziału w pokojowych zgromadzeniach nie można znieść pandemicznym rozporządzeniem rządu. Akta ze Strajku kobiet mają już podobno 192 strony. Władzy posłuch, słabym – prześladowania Ale to nie jest koniec tej historii. Bo jest jeszcze sprawa brata Ewy, 56-etniego Piotra z głęboką niepełnosprawnością ruchową i intelektualną. Ewa, Rebeliantka, jest jego prawną opiekunką. I oto w czerwcu tego roku Piotr zostaje obwiniony o kradzież kwiatów z klombu. W nocy. Na nagraniu z monitoringu widać, że to nie on. „Piotruś porusza się w bardzo charakterystyczny sposób, poza tym w nocy zawsze jest w domu. I naprawdę wszyscy go w Przemyślu znają. Była nawet taka akcja na Facebooku, żeby przesyłać mu życzenia imieninowe i przyszło mnóstwo kartek” – mówi Ewa. Ale nie. Sprawa zostaje skierowana do sądu. I to Piotr ma odpowiadać, mimo że jest ubezwłasnowolniony. Rebeliantki uważają, że to po prostu szykana wobec Ewy, bo to ona musi chodzić na policje i do sądu i występować w imieniu brata. Ale nawet jeśli nie – w sprawie osoby z niepełnosprawnością, słabej i bezbronnej, policja nie sprawdziła podstawowych faktów („No przecież się okaże, że brat nie może odpowiadać za to, bo jest ubezwłasnowolniony” – mówili w sądzie Ewie. A ona powtarzała: „Przecież on jest niewinny, to nie chodzi o to, że nie może zostać ukarany!”). Myślę sobie: Gdyby to była biała farba na chodniku, to policja musiałaby się przyłożyć. To jest chyba najstraszniejsza z opowieści SLAPPowych usłyszanych w Przemyślu. Dobra wiadomość jest taka, że Piotr został właśnie uniewinniony. Demonstracja w obronie obecności Polski w Unii Ewa mówi o tym przy kuchennym stole w niedzielne popołudnie 10 października, a zgromadzone przy nim Rebeliantki przyznają, że wszystkiego się po tym odechciewa. Mają już naprawdę dosyć. Podobno tak jest zawsze. Zaczynają od tego, że są wykończone, że trzeba z tym skończyć. Po czym – jako że zaraz będzie demonstracja w obronie obecności Polski w Unii – Anka przynosi z drugiego pokoju wielkie unijne flagi, Anna pokazuje, jakie ma nagrania (wszystkie sprawdzone pod kątem praw autorskich do muzyki, bo inaczej przecież Facebook uciąłby transmisję z wydarzenia), oglądamy transparent „Zostajemy w Europie”. „Ibiza”, czyli wielki głośnik, jest naładowana, trzeba tylko ustalić, która z nas doniesie ją na miejsce spontanicznego zgromadzenia. Idziemy pod siedzibę PiS, tam gdzie zwykle. Demonstracja pod siedzibą PiS w Przemyślu Kiedy samochody zatrzymywały się na czerwonym świetle, demonstranci wychodzą na pasy z flagami. Stopniowo dołącza się kilkadziesiąt, może sto osób. Kilka samochodów trąbi radośnie. Większość Przemyślan zbiera się tymczasem na Rynku, bo tam są tej niedzieli food trucki i można zakosztować jedzenia z różnych stron świata. Mijają nas po drodze z kolorowymi pudełkami z jedzeniem i omijają wzrokiem. Rebeliantki zaś zaglądają do komórek, a tam na zdjęciach z warszawskiego Placu Zamkowego tłumy: „Zobaczcie, zobaczcie” – pokazują sobie z żalem. Ale dodają: mogłybyśmy pojechać do Warszawy, albo nawet do Rzeszowa. Ale te sto osób z Przemyśla nie miałoby gdzie przyjść. Po godzinie demonstrowania zbieramy się. Mijamy samochód z policjantami po cywilnemu. Któraś rzuca „Ciekawe, co tym razem wymyślą”. Ale policjanci tylko bardzo grzecznie się nam kłaniają. Przemyska „bibuła”. Okładka Konstytucji rozdawanej w mieście (to półprodukt – trzeba ją złożyć na pół i zszyć z tekstem i tak powstaje Konstytucja) Projekt „Eye on SLAPPs in Poland” / Na celowniku jest prowadzony do grudnia 2021 roku dzięki wsparciu Fundacji Rafto na rzecz Praw Człowieka z siedzibą w Bergen w Norwegii. Fundacja została założona w 1986 roku w pamięci Thorolfa Rafto. SLAPP to postępowania prawne przeciwko osobom działającym w interesie publicznym (Strategic Lawsuits Against Public Participation). Prof. Thorolf Rafto (1922-1986) był ekonomistą i działaczem na rzecz praw człowieka. W sprawy Europy Środkowej zaangażował się z powodu Praskiej Wiosny 1968. Wielokrotnie podróżował do Polski, Czech Węgier i Rosji, był świadkiem prześladowań i nadużyć. W 1979 roku w Czechosłowacji ciężko pobili go funkcjonariusze komunistycznych służb specjalnych, co przyspieszyło jego śmierć. Nad projektem „Na celowniku” czuwa rada ekspercka pod przewodnictwem prof. Adama Bodnara, Rzecznika Praw Obywatelskich VII kadencji. W jej skład wchodzą: mec. Sylwia Gregorczyk-Abram, mec. Radosław Baszuk, prof. Jędrzej Skrzypczak. Projekt koordynuje Anna Wójcik, Agnieszka Jędrzejczyk i Piotr Pacewicz. Agnieszka Jędrzejczyk Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej” , do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich.Policjanci ukarali ją mandatem wysokości 8 tys. zł. Na tę sumę złożyły się dwa wykroczenia: spowodowanie kolizji, za którą nałożyli maksymalną możliwą kwotę, czyli 5 tys. zł i 3 tys. zł za naruszenie przepisu art. 44 prawa o ruchu drogowym, czyli niepodanie uczestnikowi kolizji swoich danych i danych dotyczących
. 232291497311458414289357